Hej wszystkim!
Dawno nie było tutaj kulinarnego przewodnika, ale długo przed moją wizytą w Londynie postanowiłam, że z takiego miasta musi być post. Szczególnie, że jestem pod ogromnym wrażeniem kuchni jaką miałam okazję próbować.
Powstaną dwa takie posty, dzisiejszy z propozycjami na lunch, a na dniach z śniadaniami i uroczymi miejscami na kawę i ciastko.
Zapraszam!
Szczerze mówiąc nie spotkałam się jeszcze z takim miastem, gdzie można zjeść wiele potraw z praktycznie każdego zakątka na świecie. Londyn daje taką niesamowitą okazję, więc bardzo polecam Wam próbować egzotycznych kuchni, bo umówmy się, ale w Polsce nie mamy takiej możliwości.
Pierwszą knajpką, którą mogę serdecznie polecić jest sieciowa restauracja "dim t". Zamówiliśmy makaron z kurczakiem, szpinakiem, brokułami i cytryną.
Ceny jak na lokalizację całkiem dobre ( za 8-10£ najecie się i jeszcze weźmiecie swoje danie na wynos)
Bardzo polecam + niesamowity widok na Tower Bridge.
Adres: More London Place, 2, Tooley St, London
Ceny jak na lokalizację całkiem dobre ( za 8-10£ najecie się i jeszcze weźmiecie swoje danie na wynos)
Bardzo polecam + niesamowity widok na Tower Bridge.
Adres: More London Place, 2, Tooley St, London
Kolejnym miejscem do którego warto się udać, żeby coś zjeść jest Chinatown. Jest tu mnóstwo klimatycznych knajpek, bufetów w stylu Zapłać 10£ i jedź do woli. My nie byłyśmy na tyle głodne, ale obiecałam sobie przed wyjazdem, że spróbuje takiej kuchni i to jeszcze w takim miejscu.
Trafiłyśmy do miejsca, które słynęło z pierożków Dim-Sum. Są to bardzo smaczne pierożki, idealne na przekąskę. Zamówiłam je z krewetką i powiem Wam szczerze, że na początku nie umiałam uwierzyć, że jestem w stanie taką porcją się najeść. Pomyliłam się i to bardzo, gdyż to niesamowicie sycąca przystawka!
Cena za 4 sztuki to około 5£
Adres : 15 Lisle St, London15 Lisle St, London
Na następną knajpkę trafiłyśmy przypadkiem. Chodziłyśmy po pięknej dzielnicy Soho i postanowiłyśmy coś zjeść. Mama zamówiła klasyczną, obowiązkową potrawę, czyli Fish&Chips. Moim wyborem był cheeseburger, również z frytkami.
Ja nie cierpię smażonych ryb w głębokim tłuszczu, ale wiedziałam, że muszę spróbować, bo będąc w Anglii i nie jedząc tej słynnej potrawy to taki grzech jak być w Polsce nie jedząc pierogów.
Szczerze mówiąc nie było to złe, ale mamie bardzo smakowało. Moim zdaniem to zwykła ryba w tłuszczu i panierce, nie rozumiem tego fenomenu, ale może to kwestia jakości i sposobu przyrządzania.
Natomiast mój cheeseburger zaskoczył mnie bardzo. Pierwszy raz spotkałam się z mięsem w burgerze o takim stopniu wysmażenia, że nie dało się go pokroić, gdyż był taki twardy.
Zwróciłam na to uwagę kelnerowi, który odparł, że to jest taki lokalny sposób na robienie burgerów.
Poza tym jednym faktem to moje danie było bardzo smaczne.
Ostatnim miejscem do którego warto się udać opiszę tylko zdjęciem poniżej, gdyż planuję napisać osobny post o miejscach MUST SEE w Londynie.

Dziękuje, że ze mną jesteście ❤️
Asia
PS.: Jak się podoba nowy wygląd bloga? Piszcie w komentarzach!









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuje za każdy komentarz!